sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 15.



Poszłam na górę, oczywiście na schodach się potknęłam, podeszłam do szafy i nie miałam problemu z wybraniem jakiejś stylizacji.Spojrzałam za okno , na którym był termometr , było 11*C , nie miałam zamiaru ograniczać się do cieplejszych rzeczy , są wakacje trzeba korzystać. Wybrałam biało-czarną bokserkę do tego podarte szorty i czarne vans'y.Nie chciało mi się prostować włosów, spojrzałam w lustro i wcale tak źle nie wyglądałam w tych falach. Dobrałam jeszcze kilka gumowych biało-czarnych bransoletek i schodziłam na dół. 
Lo. - Co ty masz na sobie? wiesz przecież ,że jest zimno! idź się przebież!
Li.- Dziewczyno , przecież ty zamarzniesz! 

LL.- Albo tak , albo w ogóle! - warknęłam , trochę się tam jeszcze posprzeczaliśmy , ale i tak wyszło na moje.Wsiedliśmy do samochodu, ja usiadłam na przodzie wraz z Liam'em który prowadził, puścił on ich płytę.Myślałam ,że zwariuje.Po prostu wzięłam i wyłączyłam.

N.- No , ej ! teraz miała być moja solówka. - nic nie odpowiedziałam, nie obchodziło mnie to czy mają coś do mnie, czy coś.Obróciłam się na bok i patrzyłam przez szybę.Po jakiś dwudziestu minutach dojechaliśmy do jakiegoś klubu.Weszliśmy do środka, wcale nie było tak dużo ludzi.Podeszliśmy w 5 do stolika , bo Louis powiedział ,że musi iść coś załatwić. Poszedł do baru i rozmawiał z barmanem , potem poszedł jak reszta podrywać jakieś dziewczyny.Zostałam sama, postanowiłam się zabawić.Podszedł do mnie jakiś chłopak, zaczęliśmy tańczyć, mogę powiedzieć ,że co jak co , ale był przystojny.Piosenka się skończyła podeszliśmy do baru , chciałam zamówić drinka ale dostałam taką odpowiedź : "Przepraszam panienkę bardzo , ale zostałem poproszony o to aby nie sprzedawać ci alkoholu".
LL.- Nie ,no kuuuuurwa pięknie Louis ! - warknęłam.
C.T- ee , to ja poproszę dwa drinki - chwycił je i podeszliśmy do jakiegoś stolika, przysunął mi drinka i się uśmiechnął.
LL.- Dziękuję , ee . jak się nazywasz? ja Lilo . 

C.T- Conor , Kan dla przyjaciół. - jeszcze chwilę rozmawialiśmy , wymieniliśmy się numerami , aż podszedł do niego jakiś kumpel i gadał mu coś na ucho.Po chwili odszedł.

C.T- Chcesz się trochę rozbudzić? - nie czekał na moją odpowiedź , chwycił mnie za rękę, nie opierałam się bo byłam ciekawa, co ma na myśli.Weszliśmy do męskiej ubikacji gdzie kolega podał mu narkotyki i zapytał się mnie czy też chcę.Nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale do głowy wbiły mi się słowa "raz się żyje" więc chwyciłam od niego woreczek i wysypałam trochę zawartości i wciągnęłam.Przez chwilę zakręciło mi się w głowie, ale już po chwili czułam się jak nowo narodzona, ten stan był cudowny.Chcieliśmy zatańczyć, ale ktoś chwycił moją dłoń i prowadził do wyjścia, był to Liam.Puścił mnie dopiero przy samochodzie , gdzie reszta już tam spała.Jechaliśmy do domu , w ciszy, gdyby nie te prochy pewnie bym usnęła z tej nudy.Chciało mi się najróżniejszych rzeczy.. nabrałam ochotę na skok na bungie.. z myśli wyrwało mnie to ,że poczułam czyjąś dłoń w mojej kieszeni.

Z.- O ja pierdole . - krzyknął tak ,że wszyscy podskoczyli aż Liam zatrzymał samochód.
H.- Zaaaaaaaayn! kurwa co się stało tak ważnego ,że mnie obudziłeś! - wydarł się.
Z.- TO . - i wyciągnął coś z mojej kieszeni, obróciłam się bo nie wiedziałam co ma na myśli. W jego ręku ujrzałam ten sam woreczek który dawał mi kumpel Kan'a , nawet nie wiem skąd on się tam wziął, nie przypominam sobie ,żebym go tam wsadzała! Wszyscy mieli otwarte buzie ze zdziwienia.
Lo.- Liliana ! co to kurwa ma być!  - wydarł się.
LL. - Nie mów do mn.. - Liam mi przerwał. 
LL.- ee ,  wiecie lepiej przełóżmy tą rozmowę na jutro, jak będziemy trzeźwi. -Coś tam jeszcze reszta sepleniła pod nosem, ale nie dało się zrozumieć.Ruszyliśmy dalej w ciszy.Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam po piżame i się umyć.Rzuciłam się na łóżko , ale prochy nadal działały i nie mogłam spać.Postanowiłam włączyć jakiś film , wybrałam "Kobieta w czerni" , w trakcie filmu drzwi zaczęły się otwierać, a zza nich pojawiła się postać lokowatego , moje serce ożyło!wszedł nie pewnie do pokoju..

____________________
Przepraszam,że tak późno ,miało  być wcześniej,
ale  jak miałam dodawać, zabrali prąd na czas burzy.
JAK SIĘ PODOBA? : 
proszę każdego  CZYTAJĄCEGO ,
o szczerą opinię w komentarzu.


piątek, 29 czerwca 2012

Rozdział 14.

Zayn pomógł mi wysiąść z auta.Weszliśmy do domu, przywitała nas cisza i pustka.. nikogo nie było , zdziwiło mnie to.
Z.- Może pójdę coś do jedzenia ee, przygotować?
LL.- Jasne, świetny pomysł. - I poszedł do kuchni , a ja do swojego pokoju.Postanowiłam się przebrać w coś luźniejszego.Wybrałam leginsy i luźną od 2 rozmiary za dużą , siwą koszulkę z napisem " FUCK OFF". Związałam włosy w niedbałego koczka.Zbiegłam na dół, a Zayn szedł z jedzeniem do salonu.Popędziłam za nim.
Z.- ee , mam nadzieję ,że lubisz nuggetsy  i frytki ? - czekał na odpowiedź, widać było w jego oczach strach? może , nie bo to przesadzenie , ale niepewność.Postanowiłam się trochę pobawić.. na mojej twarzy pojawił się grymas który miał wyrażać odpowiedź.
LL.- ee, Zayn no wiesz.. - przerwał mi pocałunkiem, zaczął delikatnie, ale z sekundy na sekundę stawał się bardziej zachłanny, było mi dobrze.. nie przeszkadzałam mu.Oderwaliśmy się od siebie.Zarumieniłam się, a na jego twarzy widać było zakłopotanie.. chciał coś powiedzieć , ale do pokoju wpadli chłopcy.Spojrzałam na jego usta , które przemawiały bezgłośne "przepraszam". 
LL.- Nic się nie stało - uśmiechnęłam się do niego, a reszta się dziwnie na nas patrzała..  po czym Louis wybuchnął takim samym krzykiem co rano , na mnie.

Lo.- Telefon się kurde bierze ze sobą! Mieliśmy wywiad w radiu , i trzeba było się za ciebie tłumaczyć , czemu cię nie ma.. ! Gdzie ty kuuuuuurwa byłeś?!
Z.- Raz nie wziąłem telefonu , a tu już aferę wielką robicie.. - przerwałam mu, czułam się odpowiedzialna? ee , no czułam ,że to moja wina,że go nie było. Gdyby za mną nie pojechał.. byłby z nimi na tym durnym wywiadzie.. 
LL.- LOUIS ! kurwa, daj zjeść! bo umrę ! ii , po jedzeniu dokończysz zdzieranie gardła. - chciał coś powiedzieć , ale wszyscy potwierdzili mi rację.Rozsiedli się wokół nas , Liam już dłonią zbliżał się do tacki , ale dostał ode mnie i tą łapę odsunął.Usłyszałam tylko "ałć".
LL.- tooo jest moje ! - syknęłam.
Z.- No , dzięki.. - spojrzał na mnie smutną miną.. ktoś podbiegł i zabrał jedzenie, tym ktosiem okazał się Niall.Ganiał po całym pokoju.Poczułam mocny ból brzucha, i aż opadłam do tyłu. Moje sadełko domagało się jedzenia.
Z.- Lilo , co się stało? - wszyscy wpatrywali się z przejęciem.. tylko w Harrym widziałam obojętność.Bolało mnie to , i to bardzo! mimo ,że całowałam się z Zaynem którego darzyłam zauroczeniem? ee. sama nie wiem , ale jestem pewna ,że Hazze kochałam, i kocham.. Chciałam uciec jak najdalej , nie chce przebywać w jego otoczeniu! Czułam się słabo mimo to , jakoś (ledwo) wstałam.Ledwo stanęłam na nogi..
Li. - Dziewczyno , gdzie ty chcesz iść , jak ledwo stoisz?!
LL.- Muszę! - krzyknęłam , a z oczu poleciały mi łzy.
Z.- Musisz młoda to zjeść! - chwycił mnie za rękę, tak jak wcześniej.. obrócił mnie tak, że wylądowałam na jego kolanach.Znowu byłam blisko , potrzebowałam tego, nasze twarze prawie się stykały, ale nie mogłam go pocałować! czułam się nie zręcznie , że patrzy na to mój ukochany! dla którego jestem nikim? pewnie coś w tym, stylu.Zayn krzyknął na Niall'a , żeby oddał bynajmniej mi połowę , chyba ,że chce mieć kogoś na sumieniu.Oddał, Zayn wziął i chciał mnie nakarmić.. 
Lo.- Liliana , chyba musimy porozmawiać..
LL.- Mi do rozmowy na osobności z tobą się nie śpieszy! - warknęłam. 
Zjadłam obiad , właściwie 1/4 obiadu , bo tylko tyle oddał Nialler.Chłopcy postanowili iść na dyskotekę, ze względu ,że Louis bał się,że ucieknę z domu czy coś takiego , postanowił wziąć mnie ze sobą.. Poszłam na górę się przygotować..
_________________________________________
JAK SIĘ PODOBA? 
Jestem dziwna i jaram się naganną z zachowania , przez nieobecności.
Macie jakiś dziwny rozdział , wczoraj napisałam część, ale była za krótka.
I trzeba było wymyślić jakieś zakończenie, dziwne, wiem ,że się powtarzam,
ale to dla mnie ważne ,żeby ci co to czytają zaczęli komentować, dla was to
chwilka , a dla mnie kolejne natchnienie ,żeby z większym entuzjazmem pisać rozdział.
Proszę, każdą czytającą osobę, o szczerą opinię w komentarzu.

czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 13.


Zatrzymał się samochód, a z niego wyszedł Malik, zdziwiłam się i to bardzo.Ale nie chciałam, żeby zauważył ,że ja zauważyłam.Szłam dalej, słyszałam głośniejszy tupot za mną.Wiedziałam ,że to on.. chwycił mnie za rękę i obrócił w swoją stronę.Byliśmy bardzo blisko siebie, pewnie ci którzy wokół nas przechodzili uznawali nas za parę, dziwne,że się nie wyrywałam. Spojrzałam w jego oczy w których było widać troskę.Dosłownie się utopiłam, teraz zauważyłam jaki jest przystojny i pociągający.Do rzeczywistości sprowadził mnie jego głos.
Z. - Możemy porozmawiać? - gdy zauważył ,że jestem w niego zapatrzona, uśmiechnął się.
LL.- ee , chyba tak. - Sama zdziwiłam się swoją reakcją! to do mnie zupełnie nie podobne. Powinnam się mu teraz zacząć wyrywać i drzeć , czego on ode mnie chce.. coś w tym typie. Chwycił mnie za rękę, nie protestowałam.. zaprowadził mnie do swojego samochodu, otworzył drzwi jak dżentelmen , wsiadłam. A on poszedł usiąść na miejsce kierowcy, odpalił samochód i włączył radio , leciała jakaś wolna piosenka.. chciał przełączyć ale zatrzymałam jego dłoń, szepcząc ,żeby nie przełączał.Jechaliśmy tak 15 , może 20 minut , nie odzywając się. Zgasił samochód znajdowaliśmy się nie daleko jakiegoś lasku..Spojrzał na mnie..
Z.- ej , nie bój się.Nic ci nie zrobię , obiecuje. - Kiwnęłam głową i wysiedliśmy, Zayn szedł  przodem , a ja podążałam za jego krokami.Szliśmy jakąś ścieżką.
LL.- Chciałeś porozmawiać. - Nie zatrzymywałam się , nie patrzałam na niego , patrzyłam w głębie lasu.. sądziłam ,że tak wyjdzie bardziej lekceważąco.
Z.- ee , na początku chcę przeprosić. - czułam jego wzrok na sobie.. 
LL.- Jasne, w ramach przeprosin możesz zapożyczyć mi swoją bejsbolówkę, bo robi się chłodno. - Spojrzałam na niego , uśmiechnął się i zdjął ją z siebie, i pomógł mi nałożyć.Wtuliłam się w tą bluzę, może to głupio zabrzmi , ale zaciągnęłam się jej zapachem.
LL.- Ładnie pachnie , i dziękuję. - Podeszłam bliżej i dałam mu buziaka w policzek, po czym się zarumieniłam.. bo doszło do mnie,że nie wypadało tak robić.On jeszcze bardziej się uśmiechnął, gdy zauważył rumieniec.. szliśmy tak i szliśmy , znowu milcząc.Ale podobało mi się to, milczenie z nim jest czymś wspaniałym.Wreszcie doszliśmy do końca ścieżki.
Z.- Ee , chodź jeszcze tylko przez te krzaki i dojdziemy. - Zrobiłam jakąś dziwną minę po czym on wybuchnął śmiechem.. 
LL.- Ee, Zayn. Nie żeby coś , ale ja mam iść z tobą w krzaki?
Z.- ahahah , no wiesz spałaś z obcym w łóżku , a ze mną przez krzaki przejść nie chcesz? - Zrobił minę zbitego psa, zgodziłam się, ale gdy podeszliśmy bliżej krzaki okazały się krzakami róż.Mulat wziął mnie bez pytania na ręce i przeniósł.Ujrzałam mały wodospad z którego woda  uchodziła do jeziora, był też tam most w którego kierunku my zmierzaliśmy.Usiedliśmy tak aby móc moczyć nogi.Spojrzałam na niego , z zadrapań nie których leciała krew.
LL.- no i przeze mnie to masz. - wskazałam na największą ranę, i zrobiłam smutną minę, gdybym nie wzięła tej bejsbolówki on nie był by taki podrapany, a teraz jak na jakimś koncercie będzie miał być w koszulce na krótki rękaw?
Z.- Oj tam , przeżyje.. ale w sumie nagroda by się przydała..
LL.-Hym, obiecuję ,że ci to wynagrodzę.
Z.- Trzymam cię za słowo , właśnie co jest po między tobą a Harrym ? - Zdawało mi się , że te pytanie sprawiało u niego pewną trudność..
LL.- Hym.. pomyślmy kiedyś, wczoraj.Chyba sądziłam , że mi się podoba, ale minęło więc NIC. - Zdziwiłam się znowu , sama sobie,że powiedziałam mu to tak prosto z mostu.
Z- Aha, rozumiem.. właściwie to , to rozumiem ale nie rozumiem ciebie.. 
LL.- wiem chyba o co ci chodzi, no ale kobiet nie rozumiesz, skarbie kobieta zmienną jest. - Uśmiechnęłam się i po chwili doszło do mnie ,że powiedziałam do niego skarbie.. ehm . no i znowu się zakochałam? jak mi to kurde szybko przychodzi, wystarczy chwila sam na sam z tą osobą i już mają mnie owiniętą wokół palca.Miałam nadzieję ,że weźmie to tak po przyjacielsku.Bo jeżeli nie? jeżeli się domyśli? to umrę.Siedzieliśmy tak 3-4 godziny i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.. Stał on się dla mnie kimś bliskim i ważnym.. Postanowiliśmy wracać, wstaliśmy i zbliżaliśmy się do krzaków.
LL.- Zayn , mam prośbę. - Usłyszałam "hym?" i poczułam jego wzrok na sobie..
- Nałożysz bejsbolówkę i wtedy się nie podrapiesz.. chwilę bez niej powinnam wytrzymać - chciał mi przerwać, ale ja mówiłam dalej . - ale tym razem weźmiesz mnie na baran'a tak aby mi się nic nie stało , jak się pomysł podoba? 
Z.- jest świetny, chociaż bym wolał ,żebyś została w bejsbolówce. - Wykonaliśmy nasz plan, znaczy się mój.Droga do samochodu, zleciała szybko.Wsiedliśmy do samochodu i kierowaliśmy się do domu.Zgłodniałam zaczęło mi burczeć w brzuchu , kierowca to chyba usłyszał i zaczął się ze mnie śmiać.. 
LL.- Gdybyś ty zjadł mało na śniadanie, z powodu nie chciania korzystania z zbyt dużej gościnności to już byś dawno umarł ! - walnęłam go lekko w ramię.
Z.- A właśnie , zapomniałem ci powiedzieć,że ładnie dzisiaj wyglądasz.. ee w tych włosach.
LL.- Weź nie żartuj , nie zdążyłam ich wyprostować, nienawidzę mieć takich fal na łbie.
- Całą drogę przegadaliśmy, dziwne jakoś szybko tym razem złapaliśmy kontakt. Spojrzałam na telefon , miałam kilka nie odebranych połączeń, ale nie przejmowałam się tym.Looknełam tylko na cyferki , które wskazywały 16:30 .W końcu dojechaliśmy..
_______________________________________
Kompletnie nie wiedziałam , kto ma wysiąść z tego samochodu.
Rozważałam wiele opcji , więc dziękuję dla N. która pomogła mi wybrać.
Mhym.. może nie długo wyniknie z tego jakieś romansidło ? sama nie wiem..
PROSZĘ KAŻDĄ OSOBĘ KTÓRA TO CZYTA, 
ABY SZCZERZE KOMENTOWAŁA.. 

środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 12.

Otworzyłam drzwi i poczułam zapach gofrów. mm . zapach dzieciństwa, to pewnie ich śniadanie , nie będę przeszkadzać.Wiedziałam ,że czeka mnie rozmowa, a właściwie wywiad. Czy byłam przygotowana? hym.. sama nie wiem , może tak.Może nie? postanowiłam pójść cicho do pokoju , a potem udawać ,że byłam tam całą noc.Zdjęłam buty i nałożyłam moje simpsonowe kapcie, które uwielbiałam.Już wchodziłam na ostatni stopień, ale się poślizgnęłam i poleciałam do tyłu.Otworzyłam oczy i zauważyłam ,że leżę na kanapie, a obok na fotelu siedzi Zayn.Strasznie bolała mnie ręka , dziwne trochę bo upadłam bardziej na nogi, chyba? bynajmniej tak mi się zdawało.Postanowiłam wstać, i spadłam z łóżka na nadgarstek , pisnęłam z bólu a łzy same poleciały.Zayn to zauważył i po chwili zleciała się dalsza brygada. Zayn podał mi rękę i chciał pomóc wstać.Nie chciałam pomocy od niego ! mówię , wam jak chciałam ,żeby to akurat Hazza tak zrobił, ale no niestety.
LL.- Nie dzięki , BACHORZE poradzę sobie. - burknęłam.
Z.- Znowu zaczynasz? ja ci jakoś nie wypominam ,że mnie walnęłaś.- powiedział to spokojnie.
Ja próbowałam sama wstać, zajęło mi to jakieś 6-8 minut, jak nie lepiej.Chciałam wyjść z pokoju, ale usłyszałam stanowczy głos Louisa "siadaj." wiedziałam o co chodzi, chciałam udać ,że tego nie słyszę.. ale w końcu rozmowa i tak by nadeszła.Podeszłam i siadłam , a reszta rozłożyła się , praktycznie wokół mnie.Chyba czekali aż coś sama powiem, ale nie chciało mi się.. jeszcze bym powiedziała za dużo niż by chcieli wiedzieć, czekałam na pytania.. 
Lo.- Gdzie ty , do jasnej cholery byłaś ? - widać było ,że nad sobą nie panował.
Li.- ejejej , Lou spokojnie.. tak to się niczego nie dowiesz. - miał racje , jeśli mój braciszek będzie tak agresywnie do mnie reagować to nic nie powiem i tyle.
LL.- Dzięki Liam, ee.. - Przerwał mi Niall "Fajna koszulka ale.." a jemu przerwał Zayn "Chyba trochę męska, nie sądzicie?" i spoglądnął na chłopaków, a potem znowu wzrok przerzucił na mnie.Zastanawiałam się co powiedzieć, prawdę? na kłamstwach żyłam przez ostatnie 5 lat, mam chyba tego dosyć, więc powiem im jak najbardziej szczerze.

Lo.-gdzie byłaś? - ciągle nalegał , ale jego głos minimalnie się uspokoił.
LL.- Zostałam u Max'a na noc.. - powiedziałam spokojnie.
Lo.- Kto to Max? - wybuchnął i krzyknął.
H.- ee, to ten którego wczoraj poznałaś , ta? - usłyszałam jego głos i już nie kontaktowałam, uwielbiałam wszystko co z nim związane, ale musiałam się niestety ocknąć ,żeby nikt się z nich nie dowiedział.
LL.- Tak, to ten.
Z.- Spałaś z NIM w jednym łóżku , u niego? chodź ledwo go znałaś? - wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy, a po ich minach było widać zdziwienie i zaniepokojenie.
LL.-Nie twój interes, Ba.. - przerwał mi Louis.
Lo.- Może jego nie, ale mój jak najbardziej! - prawie,że krzyknął. 
LL.- Wiecie ja odróżniam SPAĆ u kogoś a SPAĆ z kimś. - czułam wzrok Harrego na sobie.. nie miałam ochoty ich już widzieć, mimo ,że dopiero od Max'a wróciłam chciałam być znów blisko niego, on jedyny mnie rozumiał, i czułam się przy nim bezpiecznie.No ale muszę iść jeszcze po kasę , poczłapałam na górę i wyjęłam portfel.Tak dzisiaj będzie ten dzień w którym zakupię swoją pierwszą deskę i będę na pierwszej lekcji z Maksiem, i może poznam tych jego kumpli. Zbiegłam na dół i wyszłam , podążyłam w stronę Skateparku , wiedziałam ,że Max tam będzie, nagle zatrzymał się samochód..
____________________
JAK SIĘ PODOBA?
JEŚLI CZYTASZ TO KOMENTUJ !
proszeeee. 

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 11.


Obudziłam się w jakimś pokoju , z tego co pamiętałam to byłam w domu Max'a więc to pewnie jest jego pokój.Wstałam i poleciałam na łóżko, czemu? przeszedł mi taki ból w głowie ,że szkoda gadać.Strasznie chciało mi się pić, co jak co to pewnie kac.Nigdy sama nie wypiłam całej czystej, ale spoko kiedyś musi być ten pierwszy raz.Drzwi się uchyliły ujrzałam mojego przyjaciela.W ręku miał tackę i butelkę wody, położył to obok na szafce nocnej a sam usiadł obok mnie na łóżku.
M.- Proszę, śniadanie dla królewny ze złamanym sercem i kacem.
LL.-Prooooosze nie krzycz - szepnęłam a ten zaczął się śmiać.Na tacce leżała jakaś tabletka od bólu głowy , gofry z dżemem truskawkowym i do tego dosyć duża butelka wody.Zjadłam ze smakiem i próbował jeszcze nakarmić Maksa ale nie chciał.Wstałam z łóżka i postanowiłam się ubrać, poszłam do łazienki gdzie się wczoraj przebierałam.
LL.- Ee, Maks gdzie jest moja koszulka? - powiedziałam normalnym tonem ale wydawało mi się tak jakbym krzyczała, to była męka dla mojej głowy!
M.- Wiesz to jest bardzo ciekawa historia.. - przerwałam mu.
LL.- Piękny , gdzie jest ta koszulka? - spojrzałam na niego spod byka.
M.- Nie chcesz historyjki to nie, powiem w skrócie porwała się więc musisz nałożyć moją. - Dał mi bluzkę z batmanem i powiedział , że jestem szczęściarą bo nigdy nikomu by jej nie pożyczył bo to jego ulubiona , ale jako przyjaciółka mogę więcej.Narzuciłam ją na siebie, w łazience.Pożyczyłam trochę kosmetyków jego mamy , powiem wam ,że były lepsze od moich , ale z tego co patrzyłam na opakowania, lubiła wydać sporą sumę na takie duperele.Był jeden problem , jego mamusia nie używała prostownicy ! a na mojej głowie pojawiły się mocne fale, nie lubiłam ich, ale jakoś przeżyć musiałam.Wrócę do domu i od razu je wyprostuje!Wyszłam z łazienki , chłopak na mój widok oniemiał i wydukał tylko "piękna, zaczynam powoli żałować ,że jesteśmy przyjaciółmi" na co ja wybuchnęłam śmiechem.. ból głowy mi minął i powrócił dobry humor.. postanowiłam poprosić Max'a aby mnie odprowadził pod sam dom.Oczywiście jak ktoś mógłby mi odmówić? ahah, no nie wiem.Odprowadził mnie nie pod same drzwi , ale do samej furtki , uznał ,że nie chce od złej strony poznać moich domowników.Dałam mu buziaka w policzek , i powędrowałam w strone domu.. 
___________________________________________
ee. więc notkę dodaje dzisiaj Naciekowa..
więc notka jest pisana wczoraj przeze mnie.
dzięki temu ,że N. zgodziła się tu wbić i dodać,
macie rozdział! bo jadę do Lublina, ehehe. 
7 - 6 godzin , zawsze spoko.. ale koniec o mnie. :)
KRÓTKI , ALE CIESZYĆ SIĘ ,ŻE W OGÓLE JEST !
NACIEKOWA , DZIĘKUJE .
JAK SIĘ PODOBA?
KOMENTOWAĆ!
PROSZĘ.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział 10.

No to się upiłam, nie miałam zamiaru przepłakać nocy z powodu jakiegoś lokowatego palanta. Poprawiłam makijaż i postanowiłam iść się naprawdę zabawić.Zeszłam na dół osób było chyba więcej niż przedtem, ledwo stałam na nogach.Ale postanowiłam iść potańczyć.Podszedł do mnie chłopak i szepnął "wróciłaś , zapomniałem się przedstawić Mick." to oznaczało tylko jedno, natrafiłam na tego samego, przed którym wcześniej uratował mnie Hazza.Zaczęłam z nim tańczyć, byłam pijana i pozwalałam mu się obmacywać, zaczęliśmy tańczyć bliżej siebie, nasze głowy się zetknęły.. zaczęliśmy się dosłownie się lizać.Otworzyłam oczy, zaczęło kręcić mi się w głowie.Ktoś oderwał ode mnie tego mężczyznę, to znowu był Harry, o widać skończył gadać ze swoją laską.Trochę się zmieniło , nie traktowałam go już jak swojego bohatera.Chciałam trzymać się jego jak najdalej! czemu? bo go kochałam.. a on miał inną.Oderwałam się od myśli i zauważyłam ,że ten koleś leży, a Styles wygrywa.Podeszłam i zaczęłam go odciągać od niego.Nie wiem jak to się stało, ale nagle w pokoju zostaliśmy w 7.Reszta sobie poszła, ktoś pewnie ogłosił ,że koniec imprezy.
LL.- Styles ! kurwa , zostaw go ! 
H.- Nie będzie ktoś cię obmacywać!
LL.- Może ja się na to debilu zgadzałam?! - sama nie wierzyłam w to co powiedziałam , jak ja się upokorzyłam przy chłopakach! jej , a jeżeli to by wyszło do mediów wzięli by mnie za jakąś dziwkę.No ale w końcu , od kiedy ja się przejmuje o tym co inni o mnie myślą? ee.
Lo.- Że co? on cię obmacywał , a ty się zgadzałaś?! ja pierdole..
- Nie miałam ochoty z nimi gadać! po prostu , pobiegłam na górę i chwyciłam telefon i bejsbolówkę Max'a.Nie patrzyłam na nich , wybiegłam z domu, krzyczeli coś do mnie.. ale żaden nie odważył się za mną biec.. Gdy byłam już w bezpiecznej odległości po prostu szłam szybkim krokiem, kierowałam się do Skatepark'u.Miałam nadzieję na spotkanie tam Stewart'a.Poznałam go w oddali.Podbiegłam do niego, musiało to śmiesznie wyglądać, bo przecież nie dawno ledwo stałam , a teraz najebana biegnę.. od razu rzuciłam mu się na szyję, on odwzajemnił uścisk.Wszystko mu opowiedziałam, wiem znam go kilka godzin , ale to jest mój przyjaciel ostatecznie! uwielbiam go, zaczęło się ściemniać zaproponował ,żebym spała dzisiaj u niego.Gdybym była trzeźwa na pewno ciężko byłoby mnie namówić, no ale mając kilka promili w sobie nie potrafiłam za bardzo myśleć.Doszliśmy do jego domu , mój telefon ciągle wydzwaniał, nie miałam ochoty z nimi gadać, już myślałam , że bd w miarę dobrze.. Max dał mi jakąś swoją koszulkę ja poszłam się wykąpać i przebrać.On w tym czasie przygotował film i jakąś kolację , szczerze? gotował chyba lepiej ode mnie.Czas szybko leciał, nie wiedziałam nawet gdy usnęłam w jego ramionach..



I JAK . ? JEŚLI KTOŚ TO CZYTA ! TO
KOMENTUJCIE.
BO NIE WIEM , CZY TE PISANIE MA JAKIŚ SENS !




niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 9.

Stał i się gapił na nas.. wyglądał komicznie.
Lo.- Harry , możesz WYJŚĆ? - ostatnie słowo powiedział głośniej.Harry nachylił się do mnie i szepnął ,że jeszcze tu wróci i wyszedł.Uśmiechnęłam się, ale po chwili wróciłam do rzeczywistości.Louis bacznie mi się przyglądał do samego zamknięcia drzwi.
Lo.- Co to miało być?
LL.- Ee, nic ? to już nie może przyjść i ze mną pogadać?
Lo.- Między wami coś jest? - w jego głosie można było usłyszeć nutkę złości.
LL.- Tak kurwa, 5 dzieci. - powiedziałam z sarkazmem i udałam znudzoną.
Lo.- Lilia, pytam się naprawdę! - prawie ,że krzyknął, muszę się przyznać,że wystraszyłam się go.. raczej nie znałam go od strony damskiego boksera, no ale w końcu ja go prawie w ogóle nie znałam! Chwilę siedziałam cicho, musiałam wszystko przemyśleć.
LL.- Szczerze? jak na razie jest najfajniejszy z was wszystkich, jeżeli chodzi ci o to czy go lubię to tak lubię go i to o wiele bardziej od ciebie, i nawet jeśli kurwa coś by zaiskrzyło to nie twój interes ! - nie panowałam nad sobą, nie cierpiałam z nim rozmawiać.. 
Lo.- Wierz mi mam do tego wiele, ty jesteś moją siostrą a on najlepszym przyjacielem i nie chce nikogo z was stracić ! ZROZUM. - i znowu podkreślił ostatnie zdanie.
LL.-Mnie straciłeś 5 lat temu ! i teraz idź do swoich gości. - Chciał coś powiedzieć, ale przemilczał to i wyszedł.Muzyka jakby zaczęła lecieć głośniej.. a może dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że było ciągle tak głośno? Chwyciłam telefon i postanowiłam napisać do Maksa. ~"no i jak ciaaacho doszedłeś?" , nie zdążyłam zablokować telefonu a już doszła odpowiedź. Zdziwiłam się , nie przypuszczałam , że chłopak może tak szybko pisać na telefonie! ~jakoś doszedłem , spotkałam nawet dwóch kumpli z dawnych lat, chcesz jutro was sobie przedstawię? :D.~ uśmiechnęłam się sama do siebie.. ~No to jesteśmy umówieni, zajdź jutro po mnie *adres*.~ Zauważyłam ,że moje drzwi się otwierają, do pokoju wszedł Hazza z jakimś kartonem? zdziwiłam się, zrobiłam jakąś dziwną minę , musiałam wyglądać śmiesznie.
H.- Pomyślałem ,że zjadłabyś coś i ,że po tym co prawie nastąpiło nie będziesz mieć ochoty schodzić na dół, więc proszę - położył mi karton na łóżku , i kierował się do wyjścia. Chwyciłam jego rękę i wciągnęłam na łóżko , sama podskoczyłam zamknąć drzwi.
LL.- Mi tak szybko nie uciekniesz. - klapnęłam obok niego, a po chwili on zaczął wyciągać smakołyki na łóżko.Postanowiłam się przebrać, wstałam i podeszłam do szafy.
LL.- Poczekasz chwilunie , tylko się przebiorę ? 
H.- Ee , jasne.. to może wyjdę ? i mnie zawołasz?
LL.-Głupku! i tak widziałeś mnie w staniku , aa po za tym nie usłyszałbyś mnie? - On się tylko uśmiechnął , i utonęłam.. Wyciągnęłam jakąś koszulkę z wąsem i szorty.Szybko się przebrałam i usiadłam obok Harrego.Dla zabawy zaczęliśmy się wzajemnie karmić, w pewnym momencie wpadł Liam, i przerwał nam chwilę które mogłabym przeżywać godzinami, ee kurde ja się chyba zakochałam!
Li.- Ee , Louis nie chcę wam przeszkadzać.. ale Caroline chce z tobą porozmawiać. - Po czym razem z Liam'em bez słowa wybiegł z pokoju.Doszło do mnie ,że jestem głupia! źle robię spędzając z nim tak dużo czasu.. on może mieć każdą! a po za tym zrobiłam sobie tylko nadzieję na coś więcej.. łzy napłynęły mi do oczu, chciałam być silna i nie płakać z powodu chłopaka , ale się nie udało.. każda płynęła swoją ścieżką.Zajrzałam do kartonu znalazłam butelkę czystej,  bez zastanowienia otworzyłam i zaczęłam pić, na początku źle przyjął to mój organizm.. ale po każdym następnym przechyleniu robiło się coraz przyjemniej..

_______________________________
tak wiem , trochę późno..
Jak się podoba? 

sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 8.

LL.- Czy reszta wie ,że po mnie przyjechałeś?
H.- A myślisz,że jeżeli by wiedzieli to puściliby mnie samego?
LL.- Ahe.. rozumiem. - Dojechaliśmy, po wejściu przywitały nas słowa "Harry , kurwa gdzie ty.." Liam nie dokończył bo zobaczył mnie.Wtedy od razu naskoczył na mnie braciszek.
Lo.-Gdzie ty kurwa byłaś? - Wydarł się tak głośno , że chyba nie panował nad sobą, szczerze trochę się zaczęłam bać, zrobiłam lekki krok w tył i chwyciłam Harr'ego za rękę.
LL.-Nawet przejść mi się nie można? - też krzyczałam.
Lo.-Wiesz jak się martwiłem! uciekłaś im ze sklepu, mogłaś się zgubić! I czyja ta bejsbolówka?!
LL.- nie twój interes, i kuurwa pięknie kolejny tu mnie uważa za rozpieszczonego bachora? dobra, weź skończ. - Wbiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami.Uwielbiałam tak podkreślać brak humoru.Chwyciłam laptopa i postanowiłam zadzwonić w końcu do Darcy, ale niestety jej nie było.. Postanowiłam trochę się rozerwać i zrobić na złość Louisowi.Zdjęłam bejsbolówkę.. wyprostowałam włosy i poprawiłam makijaż.Postanowiłam zejść na dół.Gości było już sporo, i dobrze bo mogłam się spokojnie wmieszać w tłum.Podeszłam do stolika gdzie stały już drinki. Wypiłam jednego duszkiem.Podszedł do mnie jakiś chłopak, chciał zatańczyć.Zgodziłam się , tańczyłam w miarę dobrze, kiedyś nawet chodziłam na zajęcia, ale no wiecie.. po śmierci taty który jako jedyny się mną interesował, wszystko się zmieniło na gorsze.Zaczęliśmy tańczyć, poczułam jego dłonie na pośladkach , spojrzałam mu w oczach.Zobaczyłam w nich iskierki, postanowiłam to przerwać, nie chciałam stracić dziewictwa z jakimś kolesiem którego imienia nawet nie znam.Starałam się mu wyrwać ale mi się nie udawało.Tańczący tego nie zauważyli ,że próbuje mu się wyszarpnąć.Jego dłonie zaczęły wędrować w moje spodnie.. nie zważałam już na ludzi próbowałam to ostatecznie przerwać, on jednak był silniejszy.Zamknęłam oczy, żeby obmyślić jakąś strategię, oczy zrobiły mi się bodajże szklane.Nagle przestał i poczułam ,że ktoś mnie chwyta za rękę, otworzyłam oczy i zobaczyłam ,że to Harry prowadzi mnie na górę.Weszliśmy do mojego pokoju , ja od razu rzuciłam się na łóżko, poklepałam miejsce obok siebie , chłopak uśmiechnął się i usiadł koło mnie.
LL.- Dziękuje, gdyby nie ty, nie wiem jak to by się skończyło.
H. - Ciesze się,że mogłem to przerwać, teraz może mam jakieś szanse ,że mnie polubisz? - Uśmiechnął się a ja odwzajemniłam uśmiech.
LL.- No , wiesz chyba cię lubię.Ee , nie wiesz z kim tańczyłam?
H.- Właśnie chciałem, się ciebie zapytać kto to był.. no, trudno.
LL.- Dużo tych gości, ee znasz wszystkich ? 


H.- Większość , chodź przedstawię cię im.- Chwycił mnie za rękę , i w tym samym momencie wpadł do pokoju Louis.


_____________________________
Wiem , wyszedł trochę krótki..
JAK SIĘ PODOBA?

piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 7.

LL.- ee , Siema ! nie przeszkadzam ? 
M.- Nie , no co ty. - Uśmiechnął się .
LL.- Ehm, no to ee Lilo Tomlinson jestem.
M.- Max Stewart. - Oficjalnie podał mi rękę i wybuchnęliśmy śmiechem.
LL.-Co tu takie ciacho robi samo?
M.- Gdziee ciacho? Bo głodny jestem.
LL.- Ehem , to chyba te ciacho zabierze mnie na jakieś ciaastko ? 
M.-Świetny pomysł ! - i poszliśmy , (znaczy się on jechał na desce) do najbliższej cukierni. Zakupiliśmy dwa ciastka, i wyszliśmy.
M. - Smaczne te twoje ciastko?
LL.- Nom , najlepsze! - Chłopak nachylił się i zjadł mi większą część ciastka.
M.- Racja, smaczne.Ale moje lepsze , chcesz spróbować? - ii teraz to ja gryzłam jego ciastko, które okazało się lepsze od mojego.Udałam smutną minę, a on podszedł bliżej i mnie przytulił. Rozmawialiśmy z Max'em tak jeszcze jakieś 3 godziny.Ustaliliśmy ,że umówimy się i pójdziemy zakupić mi deskę na której on nauczy mnie jeździć.Wyjęłam telefon żeby sprawdzić która godzina.A tu 60 nie odebranych połączeń od jakiś 5 numerów, chyba nie muszę mówić od kogo.Właściwie miałam to gdzieś czy któryś się martwi, zaczynało robić się zimno, Stewart dał mi swoją bejsbolówkę która zajebiście pachniała.Tak szłam i myślałam co bym robiła teraz gdyby żył mój ojciec, i czy też bym poznała takiego wspaniałego przyjaciela. Tak wiem , znamy się dopiero kilka godzin, a ja czuję się z nim jak z bratem? tak , i to takim którego nigdy nie miałam.. z myśli oderwał mnie głos Maksa, który tłumaczył mi ,że powinnam odebrać bo może to być coś ważnego.Potem opowiedziałam mu wszystko mniej więcej jak to ze mną jest.Czemu się wyprowadziłam no i historię ze sklepu.
M.- Ehm.. widzę ,że twoje życie bajką nie jest, ale masz mnie. - Mocno mnie przytulił.
M.- no wiesz, ja jestem jedynakiem, moi starsi nie mają dla mnie czasu.Wynagradzają mi to w taki sposób ,że mam kasy ile chce i na co chce, i mogę robić wszystko.Dosłownie bo ich , przeważnie w domu nie ma.- Uśmiechnęłam się do niego, wymieniliśmy się numerami.
M.- Powinienem cię już piękna odprowadzić. 
LL.- Eee , ale jest jeden problem - wybuchnęłam śmiechem.
LL.- Ja nie znam drogi , adresu ani nic.
M.- No to musisz zadzwonić. - Jak powiedział tak zrobiłam , mimo ,że nie chciałam.I wiedziałam ,że będę mieć wywiad z wszystkimi.Wybrałam losowo numer i tylko miałam wielką nadzieję nie trafić na Louis'a ani na tego całego Zayn'a.Postanowiłam napisać sms'a.
"Ee , podaj mi adres."
~* OCZAMI HARREGO *~.
Chłopcy wysłali wszystkie zaproszenia , i głupio było by to teraz odwoływać.W domu panuje napięta atmosfera; Louis obwinia siebie,że puścił z nami Lil. i mógł się domyślać ,że to się mniej więcej tak skończy.Poczułem wibracje w kieszeni, spojrzałem na wyświetlacz to ONA. Szczerze to się ucieszyłem. mimo jej humorów polubiłem ją i była ładna, miała urodzie po Louisie ! zdecydowanie.Uśmiechnąłem się mimowolnie sam do siebie, naciągnąłem buty i wsiadłem do samochodu, czułem wzrok chłopaków na sobie, nie chciałem im nic mówić bo zaraz w samochodzie zrobiło by się tłoczno.
~* OCZAMI LILO. *~ . 
Spojrzałam na wyświetlacz i tak jak myślałam, nie podał mi TEN ktoś adresu tylko napisał "Gdzie jesteś" nie no świetnie : "PODAJ ADRES! -,-" nie zdążyłam odłożyć telefonu a już doszło "GDZIE?! :)" jejku , teraz po głowie chodziły mi myśli , który z nich to może być, nie wiem czemu ale jakoś to wszystko pasowało mi do Harr'ego , no ale nie wiem.
LL.- Maaaaaax , gdzie jesteśmy bo ten idiota to chyba kuurwa nie odpuści! 
M.- Martwi się o ciebie, dziwisz się? ee napisz ,że w Skate Park'u Southwark na Greater London.Powinien trafić. -  napisałam i dostałam sms'a ,że już jedzie.
LL.- No to pięknie, teraz będziesz miał możliwość poznania tych wszystkich debili. - zrobiłam grymas na twarzy a on mnie przytulił , zaczęliśmy się śmiać.
M.- Daj spokój , pewka ,że nie są gorsi od ciebie? - walnęłam go w ramię.. w tle zobaczyłam Harrego, był sam.Ale zawsze jest możliwość ,że zostali w samochodzie.Przytuliłam się jeszcze raz mocno do Max'a i dałam mu buziaka w policzek ten się uśmiechnął.
LL.- ee , twoja bejsbolówka.
M.- Jakbyś nie chciała się spotkać , to mamy powód dla którego będziesz musiała! - Krzyknęłam mu siema i podeszłam do Harr'ego , nie liczyłam na jakieś miłe powitanie.Szczerze? chciałam mu się rzucić w te jego zielone oczy w których mogłam się utopić.Ale starałam się opanować.
H.- Wszyscy w domu się martwią. - Posłał mi uśmiech w którym można było znaleźć troskę.
Zignorowałam to co powiedział , właśnie o to mi chodziło.Żeby się martwili, weszliśmy do samochodu.Harry włączył ogrzewanie, ale mi to potrzebnie nie było.. wystarczyła mi bluza Maksa.Teraz gdy tak siedzieliśmy w ciszy, przypomniałam sobie ,że miałam zadzwonić na skyp'ie do Darcy! oj tam ,jak wrócę to zadzwonię, potrzebuje jej się wygadać.
H. - Ee , co robiłaś? - mimo tego ,że kierował czułam jak kątem oka na mnie zerka.
LL.- Szłam,jadłam,chodziłam,rozmawiałam,gryzłam,biegłam,mówiłam.
H.- Bardzo podobne rzeczy, ee a kto to był ten , no ? 
LL.- Chodzi ci o Maksa, ee przyjaciel.
H.- Znasz go jeden dzień i już jest twoim przyjacielem, a mnie znasz 2 dzień i jakie masz o mnie wrażenie? - poruszył śmiesznie brwiami.
LL.- Hym, jako jedyny robisz dobre wrażenie z tej waszej słit piąteczki. - Jechaliśmy bardzo szybko, nie to co z Louisem.Właśnie Louis! czeka mnie rozmowa..


JAK SIĘ PODOBA? :3 .

czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 6.

Podbiegłam do szafy, wyjęłam bejsbolówkę.Postanowiłam jeszcze przewiązać włosy bandamką.Poprawiłam minimalnie makijaż i zbiegałam na dół.Nie było mnie jakieś 6 minut. Wyszliśmy jeden z nich ten ciemniejszy szedł na przodzie i usiadł na miejscu kierowcy. Usiadłam na tyle i włożyłam do uszu słuchawki, ale miałam muzykę minimalnie bo chciałam słyszeć o czym rozmawiają , wiem to głupie.Lokaty odwrócił się w moją stronę i zniewalająco się uśmiechnął.Jejku! co ja wygaduję, nie mogę się w nich zauroczyć!Udałam ,że nie zauważyłam tego, przez jakieś 10 minut czułam jego wzrok na sobie, w końcu się odezwał:
H.-Ejej , Zayn ! a my się jeszcze z nią nie zapoznaliśmy.
Z.- Eee , no racja.
LL.- No to co? do szczęścia mi to nie potrzebne.
H.- Ehe, ciekawe,ciekawe. Harry jestem a to Zayn.
LL.-Eh . Lilo.
Z.- A nie Lilia?
H.- ee , jak Lilia to Lilianna.Tak?
LL.- LILO ! - przeliterowałam im. - Nie lubię jak się mówi do mnie Lilia lub Lilianna.
H.- Spoko , ale Lilia też ładnie - uśmiechnął się i znowu mnie oczarował!
Z.- Długo masz kolczyki? - spojrzał na mnie przez lusterko.
LL.- Od wczoraj.
H.- Słoooodko w nich wyglądasz.
LL.- Aham, ciekawe.- Dojechaliśmy do jakiegoś supermarketu.Każdy z nich wziął wózek , czułam się tam zupełnie nie potrzebna.Co ja przyzwoitka? właściwie miałam ochotę już wrócić do domu.Najpierw poszliśmy do działu ze słodyczami pół koszyka Harrego był w żelkach, chipsach ,ciastkach ,cukierkach ,orzeszkach.itd.itp. Potem podjechaliśmy po napoje Zayn'a koszyk był wypełniony pepsi,sokiem marchewkowym,bananowym,fantą itd. 
Z.- no to teeeraz jedziemy do alkoholi - powiedział to dziwnym tonem takim jakby było to coś najlepszego na świecie.Oczywiście nie zdziwiłam się,że kupują alkohol bo tam każdy z nich jest pełnoletni.Mogę się założyć,że będę dzisiaj najmłodsza w domu.
Z.- No to bierzemy to,to,to no i to i to.. - i tak wymieniał, nudziło mnie to, tym bardziej,że Louis i tak nie pozwoliłby mi pić.
H. - Lilo , czemu się nie udzielasz & w ogóle prawie nie odzywasz?
LL.- Po co mam się udzielać, nie mam jak najmniejszej ochoty mieć z którymś z was do czynienia.Po za tym mnie i tak na waszym after party nie będzie. - zatrzymali się i się we mnie wpatrywali , to strasznie irytowało. - Zrozumcie ,że ja tam tylko mieszkam i to z przymusu.Śniadania z wami też nie mam zamiaru jadać, najlepiej by było gdybyście mnie traktowali jak powietrze. - chyba krzyczałam, nie jestem pewna.Nie panowałam nad sobą , ostatnio bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi.


Z. - Dobra skończ lepiej już te przedstawienie, no chyba, że chcesz ujrzeć siebie na okładce gazety z podpisem "Słodziaki z 1D kłócą się z jakimś rozpuszczonym bachorem." - Po słowach "rozpuszczonym bachorem" nie panowałam nad sobą jeszcze bardziej, po prostu podeszłam i uderzyłam go z liścia prosto w twarz.Wybiegłam ze sklepu nie zważając na to ,że ludzie się krzywo patrzą, biegłam przed siebie..
~* OCZAMI HARREGO * ~
Po tym jak wybiegła, szliśmy z Malikiem w ciszy , nie chciałem się z nim kłócić.Podeszliśmy jeszcze do stoiska ze świeżymi owocami i wyszliśmy ze sklepu.Miałem nadzieję, że Lilia będzie pod sklepem, koło samochodu.Ale nie było jej widać, wsiedliśmy do samochodu, postanowiłem prowadzić, bo Zayn był nadal nabuzowany.
H. - Wiesz, chyba trochę przesadziłeś - powiedziałem to z dziwnym spokojem.
Z.- Ja? chyba coś ci się pomyliło , ja mówiłem to co sądzę a ona tak po prostu mi przywaliła? taka prawda jest jakimś rozpuszczonym dzieckiem.
H. - Co ty gadasz? Ma 16 lat i na dziecko nie wygląda , a po za tym widziałeś te siniaki na brzuchu? czy takie ma rozpuszczone dziecko?..
~ * OCZAMI ZAYN'A. * ~ .
Ja tego tak nie zostawię, nie mówię ,że jej oddam bo tego nie zrobię.Ale będziemy musieli to wytłumaczyć.Jak ona mogła mnie uderzyć? i to w publicznym miejscu? 
Z.- Kuuurwa mać ! Przecież ona nie zna drogi do domu !
H. - ee , no to pięknie.Już mamy świetną rozmowę z Lou.
~ * OCZAMI LILO. * ~ . 
Wbiegłam na wszelki wypadek w tłum , jakby za mną biegli.Potrzebowałam się przejść.Nie rozumiem jak ten zadufany w sobie palant mógł nazwać mnie bachorem? Należało mu się! Na razie trochę ich pomęczę, niech się pomartwią.Następnym razem będą uważać na słówka skierowane do mnie.Doszłam do jakiegoś skatepark'u , zawszę pociągało mnie do skejtów. Sama nie potrafiłam jeździć na desce, ale doszłam do wniosku ,że musi to się zmienić. Było tu sporo ludzi którzy siedzieli w grupkach.Zauważyłam dość przystojnego chłopaka.Jeździł sam takie z niego ciacho , że łóchó.Postanowiłam podejść i zagadać.Jak pomyślałam tak zrobiłam..

Rozdział 5.

Reakcja reszty chłopaków była taka sama jak Liam'a , mianowicie "O kurwa".
H.-Co ci się stało? - patrzył na mnie z przerażeniem.
LL.- Hym.. pomyślmy, wpadłam pod pociąg.
Li.- A tak naprawdę ?
LL.- Sądzisz ,że kłamię ? - udawałam zdziwienie.
Lo.- To ten.. ? 
LL.- ee , może tak , może nie ? 
Z.- Czy ktoś, ee codziennie się nad tobą znęcał ? - w jego oczach można było spostrzec współczucie.
LL.- Chuuuj cię to skarbie? moje życie, moja sprawa.Lo.- Lil , ale czy on cię.. - jego oczy się zaszkliły, zabrało mu mowę. 

LL.- O to się martwić kochany nie musisz, dziewicą jeszcze jestem.- powiedziałam z sarkazmem. - Byłoby miło gdybyście wyszli.. TERAZ . - Ostatnie słowo powiedziałam głośniej, wyszli.Spojrzałam na telefon , cyferki pokazywały 1 w nocy.Postanowiłam się położyć spać.. usłyszałam pukanie, postanowiłam ,że będę udawać ,że śpię.Dość już miałam dzisiaj tych wywiadów.Ktoś wszedł i zgasił światło.Usnęłam.. Rano obudziło mnie burczenie w brzuchu.Nie miałam siły nic zrobić, ból był może nie zabijający ale nie dało się nawet udać uśmiechu, mimo to musiałam się ubrać bo na miasto po jedzenie nie wyjdę w piżamie.Nałożyłam szeroką koszulkę z napisem "SMILE, PLEASE." do tego czerwone rurki i siwe vans'y.Umyłam się, zrobiłam mocny makijaż, rozczesałam i wyprostowałam włosy.Zeszłam na dół, oczywiście musiałam na kogoś wpaść, nie wiem jak się nazywał więc powiem wam ,że miał loczki.
H.- Dziewczyno jest 7 rano , a ty już gdzieś idziesz? - mogłam się domyśleć, że powie to tak głośno ,że zaraz zleci się reszta.
LL.- Czy ja wam muszę mówić wszystko? - skrzywiłam się.
Lo.- Nooooo ,raczej.
LL.- To miło , to informuje was ,że idę na śniadanie.
Li.- Czemu nie zjesz, normalnie z nami? 
LL.-Bo nie mam ochoty spędzać czasu w waszym towarzystwie. - warknęłam.
Lo.-Jak tak codziennie będziesz chodzić jeść fast food'y to nie dość ,że zabraknie ci kasy to jeszcze będziesz gruuuuuuuba i brzydka.
LL.- O kasę stary się nie martw bo to tylko moja sprawa, a co do urody to i tak jestem brzydka.
Lo.- Młoda, jak mam się nie martwić o kasę? no chyba ,że gdzieś pracujesz..
LL.- Ehe , skończyłeś bo zaraza umrę? - Louis nie odpowiedział po prostu podszedł i wziął i przerzucił mnie sobie przez ramię i tak niósł do kuchni , gdzie wszystko było już przygotowane.Usiadłam na miejscu które było jak najdalej od nich, mimo to ,że między nimi było wolne siedzenie.Lubiłam jeść, ale głupio mi tak przy nich było więc nałożyłam sobie jedną parówkę, wiedziałam ,że się tym nie najem więc skoczę sobie jeszcze do jakiegoś sklepu.Zjadłam i głód minimalnie miną, nie bolał mnie już brzuch , ale czułam ,że najedzona to nie jestem.Ciągle czułam jak mierzyli mnie wzrokiem, miałam ochotę podejść i przywalić.
LL.- Co się tak gapicie ? - burknęłam .
Lo.- No , wiesz z tego co pamiętam zjadałaś 5-6 parówek co najmniej. - wyszczerzył się.
LL.- Ehem , to było 5 lat temu.
N. - Coooo dziś robimy? - i się wyszczerzył tak jak Louis.
Z.- Może potem AFTER PARTY ? - wszyscy chłopacy kiwnęli potwierdzająco głowami.
Li.- A może teraz obejrzymy Króla Lwa?
N.- Nie będziemy oglądać tego po raz setny w tym miesiącu !
Li.- No dobra , ee no to trzeba podzielić się obowiązkami.
Lo.- E no to ja ty i Niall ogarniemy dom i zaproszenia, a oni pojadą po zakupy? - wstałam i chciałam iść do pokoju ale Lokowaty mnie zatrzymał i powiedział ,że jadę z nimi.No więc postanowiłam pobiec po coś do zarzucenia na siebie.

środa, 20 czerwca 2012

Rozdział 4.

Szłam przed siebie, ludzie którzy mnie mijali pewnie sądzili ,że idę bez celu.Ale ja miałam cel! Coś gdzie mogę kupić coś ciepłego do jedzenia, bo umrę z głodu.Wreszcie natknęłam się na budkę z hot dogami, kupiłam dwa i postanowiłam usiąść na ławce i zjeść.Przechodziło koło mnie wiele szczęśliwych ludzi.Przebiegła mała dziewczynka która cieszyła się z tęczy, zazdrościłam jej ,że potrafi się z takiego powodu uśmiechać.Zjadłam i postanowiłam wracać.Oczywiście moja orientacja w terenie jest świetna i błądziłam przez 40 minut, aż w końcu dotarłam.Otworzyłam drzwi, zdjęłam buty i nałożyłam moje kochane kapcie z Simpsonów.Było dosyć głośno, z tego co wywnioskowałam oglądali jakąś bajkę.Poczłapałam na górę, chwyciłam lapka, nie miałam żadnych nowych zdjęć więc postanowiłam dodać notkę na photoblog'u z jakimś kamerkowym.Notka : "No HEJ, nadszedł czas na zmiany! wyprowadziłam się, mieszkam teraz z tymi sławnymi z One Direction.Jutro się odezwę." Weszłam na chwilkę na facebook'a było tyle nowych powiadomień , że postanowiłam od razu wyjść.Postanowiłam się przebrać w coś do spania.Wynalazłam wielką koszulkę z myszki Mickey.Na początku nałożyłam szorty które ledwo zakrywały mi pośladki.Zdjęłam koszulkę i wtedy do pokoju wpadł jeden z kumpli Louisa.

Li.- O kuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuurwa.. co ci się.. - krzyknął a ja mu przerwałam.
LL.-Spierdalaj ! - zaczęłam krzyczeć i narzuciłam szybko na siebie koszulkę bo wiedziałam ,że zaraz wszyscy się tutaj zlecą.Zdążyłam naciągnąć koszulkę a już się zjawili z wystraszonymi minami.

H.- Co się stało ? Co to za krzyki ? .
LL.-Może np. są krzyki dlatego , że ten debil po prostu sobie wszedł!
Z.- Może miał powód żeby wejść?
Li.- Dobra, może nie powinienem wchodzić, tym bardziej bez pukania, ale..
LL.- To moja sprawa , i się kurwa nie wtrącaj ! - Krzyknęłam.
Lo.- Co ale? 

LL.- Nic !
Lo.- Liam ?! Co .. ?
Li.- Podnieś koszulkę do góry.
LL.- Pojebało cię ? może cała się rozbiorę ? - skrzywiłam się.
H.- Uhuhuh, robi się gorąco.
LL.- No chyba nie, nic nie będę podnosić i się nie wtrącaj ! - nie panowałam nad sobą, krzyczałam.
Li.- Lepiej zrób to sama.. 
LL.- No słucham , czemu niby? bo co mi kurwa zrobisz? Zamkniesz w pokoju? Nie dostanę jedzenia? Uderzysz? a może zgwałcisz? - czułam ,że oczy mi się zaszkliły, ale byłam mocna nie dałam popłynąć łzą !
N.- Może was zostawimy? - i zaczął cofać się do tyłu.
LL.-I co wam to da? jak i tak będziecie stali pod drzwiami i podsłuchiwali ?
Z.- Racja, zostańmy. - Podszedł do mnie i bez skrupułów jednym ruchem ściągną ze mnie koszulkę.Zaczęłam się drzeć na niego i zakrywać rękoma.Co zobaczyli? szczupły posiniaczony brzuch , siny ! Ja się już przyzwyczaiłam trochę , w końcu coraz częściej powstawały nowe.

 _____________________
Jeśli to czytacie to zostawcie komentarz.
Bo nie wiem czy to ma jakiś sens.
Jutro postaram się dodać 2-3 rozdziały.
~ mam nadzieje ,że się podoba.
KOSTEK.

Rozdział 3.

Z pokoju pobiegłam prosto do salonu.
MM.-Dziecko! coś ty ze sobą zrobiłaś ~ jej mina wyrażała obrzydzenie.
LL.- Ooo , teraz jak ten debil wrócił będziesz udawać ,że się mną interesujesz? ee, moje ciało będę robić co będę chciała, skończmy ten temat i gdzie są kurwa moje rzeczy? - krzyknęłam a na jej twarzy widziałam zdziwienie i zakłopotanie.Zawsze gdy Louis wracał ona udawała idealną matkę, a teraz wszystko się wydało.
Lo.- Spakowane, jedziesz ze mną. - Powiedział to ze spokojem nie przejął się tym ,że nazwałam go debilem.Zdenerwowałam się, uzgodnili to sobie sami bez mojej zgody i jeszcze dotykali moje rzeczy, co to do jasnej cholery ma być? kochany braciszek się nagle znalazł.. nie lubię tu mieszkać, mimo to nie chce z nim jechać.Nie chce poznać tych jego sławnych lamusów   poznać, tak wiem jeszcze ich nie poznałam a już ich przezywam.Taki charakter.Z myśli wyrwał mnie głos Louisa . :
Lo.- Idź się spakuj, zaraz wyjdziemy.
LL.- Spierdalaj , nie będziesz mi rozkazywać ! 
MM.- Liliano, jak ty się wyrażasz ! 
LL.- Gdybyś przebywała ze mną chociaż godzinę, to byś wiedziała ,że to jest język codzienny. 
Lo.- Idź dopakuj swoje rzeczy, masz 10 minut. - Poszłam do pokoju, chociaż myślami byłam gdzie indziej.Poprawiłam makijaż, wyjęłam walizkę i dopakowałam rzeczy których on mi nie spakował.Wszystko zajęło mi jakieś 20 minut, zeszłam na dół Louis już czekał.Przy schodach stała jeszcze jedna o wiele większa walizka i duża torba, chwyciłam wszystko, i zaczęłam iść w stronę drzwi , matka wyglądała na zakłopotaną bo nie wiedziała jak się pożegnać.Ja nie chciałam się z nią w ogóle żegnać, więc z trudem otworzyłam drzwi i zeszłam po schodkach.Ujrzałam dosyć nowoczesne auto, co to była za marka to wam nie powiem.Nie znam się na takich rzeczach , dla mnie samochód to siedzenie i kółka.Louis chciał mi pomóc w bagażach , ale przez jakieś 5 lat mogłam polegać tylko na sobie , więc stałam się bardzo samodzielna.Wtachałam wszystko do bagażnika i usiadłam na przednim miejscu pasażera. Od razu włożyłam słuchawki do uszu i zapuściłam na max'a jakąś wolną muzykę.Jechaliśmy już jakieś 30 minut, nagle muzyka mi ucichła, spostrzegłam w prawo ,że to ten palant odłączył mi słuchawki.
LL.- Czego chcesz? - Powiedziałam głośno i wyraźnie z grymasem na twarzy.
Lo.- Możemy pogadać? - Starał się przy tym być poważny.
LL.- Nie cierpię cię , nie chce z tobą rozmawiać.Nie będę ci się wyżalać, rozumiesz? 
Lo.- Alee.. - Przerwałam mu.
LL.-Teraz nagle zachciało ci się być kochającym braciszkiem, nie chce cię znać! to pewnie dla ciebie nowość, bo fanki ubiegają się o taką znajomość.I jeżeli myślisz ,że będę ci wdzięczna ,że mnie zabrałaś to się mylisz.W tym twoim domku postaram się ci nie przeszkadzać, będę tam tylko spała, znajdę prace i licz się z tym , że się w końcu wyprowadzę. - Nic nie odpowiedział kiwnął tylko głową, chyba do niego dotarło, że nie chce mieć z nim nic spólnego.Włączyłam z powrotem muzykę, chociaż właściwie już mi się nie opłacało bo dojechaliśmy.Ściszyłam ją minimalnie żeby słyszeć jak ktoś będzie coś gadał.Rozpadał się deszcz, naciągnęłam na głowę kaptur i wysiadłam, wyciągnęłam z bagażnika walizki i torbę i szłam za Louisem, coś tam burczał ,żebym mu to dała.Weszliśmy do domu, od razu przywitała nas gromadka ludzi.Wszyscy coś krzyczeli , że Louis nareszcie wrócił czy coś, czułam jak mierzą mnie wzrokiem.Zdjęłam kaptur, i poczułam wszystkich spojrzenie na sobie.
LL.- Gdzie mam to zanieść?
Li.- Daj pomogę ci. - Podszedł do mnie i chciał wziąć ale ja się odsunęłam.
LL.- Poradzę sobie. - Burknęłam.
Lo.- Tędy. - Wszedł po schodach , człapałam za nim z trudem wciągając walizki.Przeszliśmy kawałek i pokazał mi drzwi, weszłam i trzasnęłam mu przed nosem , pomijając to ,że coś do mnie gadał.Rozejrzałam się po pokoju był większy od mojego poprzedniego.Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na łóżko, które było wodne i mega wygodne.Rozpakowałam wszystkie walizki.Postanowiłam się przebrać bo byłam troszkę mokra.Nałożyłam czerwone rurki i białą luźną koszulkę z wielką truskawką.Rozczesałam włosy, dopiero teraz tak dokładnie się sobie przyjrzałam wyglądałam skromnie mówiąc zajebiście.Postanowiłam ,że wieczorem zadzwonię do Darcy na skype.Zgłodniałam , burczało mi strasznie w brzuchu.Wyjęłam jakieś pieniądze z plecaka i postanowiłam iść coś zjeść na mieście, bo tu było mi dosyć głupio.Postanowiłam nic na siebie nie nakładać po za czerwoną new erą. Zeszłam na dół , oczywiście jakby to nie było gdybym na kogoś nie wpadła, akurat był to Lou.
Lo. - A ty gdzie idziesz?
LL.- A chuj cię to obchodzi ? - Krzyknęłam i wpadła reszta chłopaków.
Z.- Wow , ale masz ostrą siostrę. - reszta zaczęła się uśmiechać i mi się przyglądać. 
LL. Ryj ! - krzyknęłam i wybiegłam z domu.